Inspiracje,  Przemyślenia

Chleba i igrzysk, czyli czego nie wymyślono w Skierniewicach? R.I.P. Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw

Skierniewice. Byłe miasto wojewódzkie. Aktualnie województwo łódzkie. W połowie drogi pomiędzy Łodzią a Warszawą. Ponad pięćset lat praw miejskich. Przez wieki siedziba arcybiskupów łowickich. Dziś jednak kojarzone przez szerszą rzeszę, jeżeli w ogóle, to z osiągnięć w zakresie uprawy warzy i owoców, i ogrodnictwa jako takiego. W 1951 roku w Skierniewicach utworzono Instytut Sadownictwa i Kwiaciarstwa, następnie w 1964 r. Instytut Warzywnictwa. To w tym mieście działał profesor Szczepan Pieniążek (i jeśli absolutnie nie kojarzycie tego nazwiska, to shame on you!).

Otóż w Skierniewicach już od ponad czterdziestu organizowane jest w jeden z weekendów września Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw. Idea przewodnia tego święta jest prosta. Promocja miasta, polskiego dorobku naukowego z zakresu ogrodnictwa i jednocześnie popularyzacja obcowania z naturą jako stylu życia. Co to oznacza w praktyce? Otóż miasto, które niejako wkroczyło w XX wiek jako polska stolica ogrodnictwa zaprasza producentów roślin, rolników i sadowników z całej Polski do zaprezentowania swoich produktów. Na ulicach miasta rozstawia się milion stoisk z przeróżnego rodzaju roślinami, tak grodowymi, jak i doniczkowymi, drzewami, krzewami, roślinami użytkowymi i ozdobnymi, kaktusami, innymi roślinami egzotycznymi. Oprócz stoisk z roślinami są też stoiska z owocami i warzywami, a także przeróżnego rodzaju innymi produktami w tematyce około roślinnej. I tak mogą to być na przykład narzędzia ogrodowe, meble ogrodowe, nawozy naturalne, doniczki, donice, doniczuszki. Do tego stoiska z przyprawami, olejami, z miodami i innymi wyrobami pszczelimi, i wiele, wiele innych. W końcu stoiska kół gospodyń wiejskich, bo Święto Kwiatów ma w sobie też coś z dożynek (tak, to oznacza, że można kupić obwarzanki i baloniki). Oprócz tego festynowi towarzyszyć ma wiele imprez towarzyszących, wystawy, konkursy, parada. W końcu koncerty i innego rodzaju występy artystyczne, bo w zasadzie od początku włodarze miasta planowali, by święto kwiatów nie tylko edukowało, ale i bawiło lokalną społeczność.

Tegoroczny program Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw

Tak było przez lata, jednak od pewnego czasu coś się ze Świętem Kwiatów porobiło. Jako skierniewiczanka z urodzenia, od wielu lat niemieszkająca w Skierniewicach, staram się przyjeżdżać do miasta właśnie w tym okresie, częściowo z sentymentu (na Święto Kwiatów czekało się niemalże jak na Boże Narodzenie, a co łaskawsi nauczyciele dobrotliwie nie zadawali pracy domowej w piątek przed Świętem Kwiatów), a częściowo, żeby się zaopatrzyć w świeżą dostawę kwiatków, ziół i miodu. Kilka lat temu proporcja stoisk z roślinami (i innymi produktami pokrewnymi) zaczęła się niepokojąco wahać na korzyść stoisk z wszelakim innym „dobrem”, w tym chińską tandetą, zabaweczkami, ciuchami i innymi pierdołami, które przypłynęły w dużym kontenerze z Pekinu.

Tradycyjne wyroby skierniewickich sadowników

W tym roku Święto Kwiatów odbyło się w weekend 14-15 września i jako co roku zostało zaplanowane wiele imprez towarzyszących. Miasto wydać musiało nieprzebraną ilość pieniędzy na zapłacenie za występy wszystkich gwiazd. Ile z tych imprez związanych było z ogrodnictwem jako takim? Z imprez jako takich, to w zasadzie żadna, chyba że za takową uznamy konkurs na miss o nazwie „Kwiat Skierniewic”. I okay, czepiać się nie będę wydarzeń takich spotkanie z myśliwymi, pokazy kuchni wegetariańskiej, degustacje lokalnych wyrobów czy tradycyjna parada, ale.. serio? Z wydarzeń faktycznie związanych z dotychczasową tematyką festynu pozostały tak naprawdę ogrodniczo – rolne targi zdrowej żywności, od lat organizowane w hali OSiR, które poziom naprawdę trzymają. Wystawiają się na nich lokalni producenci, a główna ekspozycja tworzona jest pracowników Instytutu Ogrodnictwa, i zawsze jest na co popatrzeć. Jeżeli już gdzieś iść w Święto Kwiatów, to właśnie tam, tylko pytanie, czy opłaca się w ogóle jechać do Skierniewic, jeżeli musisz jechać z daleka?

Tak wygląda obecnie większość stoisk podczas Święta

W tym roku niestety obserwowałam Święto Kwiatów trochę z niepokojem, a trochę z zażenowaniem. Na ulicach roznosił się przede wszystkim zapach pieczonej kiełbasy (nie, żebym miała coś przeciwko kiełbasie, ale zwykły lokalny festyn przynajmniej nie udaje, że jest czymś, czym nie jest). Osoby handlujące roślinami zostały wepchnięte gdzieś pomiędzy stragany z naleśnikami a kadzidełkami. Jedynymi, którzy się jako tako ostali, są miodziarze, z silną reprezentacją. Były też całe ulice, na których nie było ani jednego stoiska z roślinami (sic!).

Jeszcze jeden kadr z tegorocznej imprezy w Skierniewicach

Idąc ulicą właśnie w stronę hali OSiR, minęliśmy stoisko z futrami (tak właśnie, z futrami). Obok nas przechodziło małżeństwo w średnim wieku. Pan mąż z przekąsem pokazał żonie rzeczone stoisko i powiedział: „Zobacz, żono! Rzecz, której nie może zabraknąć na Święcie Kwiatów! Porządne futerko!”. Cóż, budujące jest to, że nie tylko my widzimy, że skierniewickie święto schodzi na… sami wiecie, na co.

Dlaczego tak jest? Dlaczego wydarzenie jedyne w skali kraju, które było w awangardzie nie tyle Polski, co całej Europy, w promowaniu zdrowego stylu życia w bliskości z naturą, stało się jeszcze jednym lokalnym festynem, na którym gawiedź łaknie piwka i kiełbaski, ewentualnie obwarzanka i baloników?

Zapytałam o to producentów roślin spotkanych na targach Zieleń to Życie (wielkim wydarzeniu poświęconym promocji roślin, odbywającym się od pewnego czasu cyklicznie na początku września w Warszawie), a znanych właśnie z uczestnictwa w skierniewickim Święcie Kwiatów. Na pytanie, dlaczego od kilku już lat nie można ich spotkać w Skierniewicach, usłyszałam na początku nieco zawstydzonym głosem, że: „(…) no wie pani, ludzie już się tak nie interesują, że już nie przychodzą po rośliny, a przecież za samo wystawienie się trzeba zapłacić…”. Później jednak państwo ci wyjaśnili, że według ich obserwacji Święto Kwiatów jako właśnie święto kwiatów zaczęło poupadać, gdy miasto podjęło decyzję o przeniesieniu wydarzeń towarzyszących (czyt. koncertów i podobnych atrakcji) z miejskiego parku na rynek przed ratuszem. Wraz z tą decyzją zwiększono również liczbę atrakcji towarzyszących, co wydawało się logiczne, bowiem rynek przed ratuszem jest głównym rynkiem i warto by było zapewnić mieszkańcom atrakcje na tym rynku od samego rana do nocy (uprzednio koncerty w muszli w parku miejskim odbywały się głównie wieczorem). Do tego stragany położone najbliżej rynku zaczęły handlować głównie jedzeniem i piciem, wypychając stoiska z produktami roślinnymi i podobnymi na obrzeża całej imprezy. I tak oto przeciętny uczestnik Święta Kwiatów, który jeszcze dziesięć lat temu mógł bezkarnie wałęsać się wśród zieleni, aktualnie nawet wałęsać się nie musi. Włodarze miasta, próbując z całą pewnością zasłużyć na reelekcję, zapewnili, by już nic za bardzo nie trzeba było, tylko jeść, pić i bawić się przy muzyce. Najlepiej z balonikiem w ręku.

Mapka poglądowa uwzględniająca umiejscowienie głównych atrakcji kiedyś i dziś. Źródło oryginalnego obrazka: https://www.radiolodz.pl/posts/38551-skierniewickie-swieto-kwiatow-owocow-i-warzyw-uwaga-na-utrudnienia-drogowe

Tylko gdzie w tym wszystkim roślinne, rolnicze i naturalne korzenie imprezy?

Jak widać, władze Skierniewic zrobiły bardzo skuteczny użytek ze starej rzymskiej zasady panem et circenses. Pomysł stary jak świat, a jak bardzo aktualny. W Polsce. W XXI wieku.

Czy warto przyjechać do Skierniewic na tak zwane Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw? Sami oceńcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *