Podróże,  Wyspy Owcze

Jeszcze nie biegun, ale już nie Hurgada, czyli jak przetrwać z niemowlakiem na N62°. Plus lista kilku przydatnych rzeczy

Wyjazd z jedenastomiesięczniakiem, niechodzącym, raczkującym, w dodatku alergikiem, na Wyspy Owcze. Czy to się może udać?

Zacznijmy może od tego, czy Rozicie się na Wyspach podobało. Ano, podobało się bardzo. Podobało się spędzanie czasu na świeżym powietrzu, podobało się bieganie w poszukiwaniu owiec i dzikich ptaków. A i nam się podobało to, że po dniu spędzonym na dworze młoda spała jak aniołek i jadła za trzech.

Ale kiedy mówiliśmy znajomym, że wybieramy się na Wyspy Owcze, pierwsze pytanie, jakie padało, to: „Ahh (tu grzeczne skinienie głową, oznaczające umiarkowany brak zainteresowania). A gdzie to”?

Wyspy Owcze? A gdzie to?

Otóż to. Ani nie nad Bałtykiem, ani nie w obrębie basenu Morza Śródziemnego, ani nawet w Wietnamie. Prawdopodobnie gdzieś na końcu świata, a faktycznie pomiędzy Szetlandami a Islandią. Klimat umiarkowany chłodny, niedaleko przepływa Prąd Zatokowy. Powyższe oznacza, że co prawda zimą mrozu nie będzie, ale też latem nie należy spodziewać się temperatur wyższych niż jakieś 12 stopni Celsjusza (chociaż w tym roku i tam dało o sobie znać ocieplenie klimatu i odnotowano na Wyspach rekordową temperaturę dwudziestu siedmiu stopni). Do tego należy wspomnieć, że często pada, w zasadzie przez większość czasu w powietrzu utrzymuje się wysoka wilgotność, coś pomiędzy delikatną mżawką a uczuciem brodzenia we mgle. Z resztą, jeśli już o mgłach mowa, to z uwagi temperaturę i ukształtowanie terenu pojawiają się często i w bardzo wielu miejscach. Czasami nie sposób stwierdzić, czy to jeszcze mgła, czy już chmura? No i wreszcie ukształtowanie terenu. Po pierwsze kraj położony na osiemnastu wyspach. W głąb tych wysp wdzierają się fiordy, a na samych wyspach wypiętrzają się góry. Często z jednej strony mamy strome zbocze w górę, a z drugie strome zbocze w dół. A na tych zboczach trawa i kamienie. Nie trudno się domyślić, że śliskie. No i oczywiście dookoła ocean.

Czy to jeszcze mgła, czy już chmura?

Czy jest w ogóle sens zabierać dziecko w tak wrogą, nieprzystępną krainę?

Na całym archipelagu mieszka około 50 tysięcy mieszkańców. To jak populacja średniego miasta powiatowego w Polsce. W efekcie na Wyspach możliwe jest obcowanie z naturą sam na sam. I to nie w środku rezerwatu. Ot, jadąc samochodem, można rozejrzeć się dookoła, a tam tylko wzgórza i ocean. I parę owiec. A przecież obecnie nam, mieszkańcom betonowych dżungli, lekarze zalecają kontakt z przyrodą, ponoć minimum 2 godziny tygodniowo. W dodatku powietrze na Wyspach jest wilgotne i smakuje solą. Ważna informacja w związku z tym – nie trzeba kupować soli morskiej do noska dla dzidziutka! I idę o zakład, że każdego dnia człowiek inhaluje się tam taką ilością jodu i innych minerałów, że można zapomnieć o suplementach diety na długi czas. W dodatku czas wolny na Owczych siłą rzeczy spędza się przede wszystkim na powietrzu. Chodząc po górach, wzdłuż klifów, pomiędzy domkami. Mamy więc prawdziwy urlop od tv, komputera, Netflixa i pewnie też i wifi.

Mało powodów, by spędzić tam czas wolny z dzieckiem? 🙂

A z życia wzięty mam jeszcze jeden. Otóż chłodne, słone i wilgotne powietrze zagoiło stany zapalne na skórze Rozity. Niestety Rozita jako alergik ma swoją przygodę z azs. Ale po wakacjach na Owczych jest po prostu… dobrze 😉 Wszyscy więc alergicy pędźcie na Faroje!

 A oto krótka lista wyposażenia, które przydaje się, kiedy jedziesz na Faroje z małym dzieckiem:

Ubranie:

-nosidło ergonomiczne. Raczej wózek Wam się nie przyda, chyba, że cały pobyt zamierzacie spędzić w Torshavn albo Klaksvik. Co nie oznacza, że wózka nie ma sensu brać, bo jeżeli akurat danego dnia macie w planach właśnie Torshavn, no to jakoś tam zawsze go wykorzystacie;

-kombinezon przeciwdeszczowy i przeciwwiatrowy, dla małych dzieci bardziej noszonych niż chodzących najlepiej, aby miał paski na stopy;

-kominiarka – według mnie lepsza opcja, niż czapka i szalik, bo mamy pewność, że cała szyja będzie zakryta;

-kalosze z ciepłą wkładką, kozaki, albo inna forma wodoodpornego obuwia za kostkę;

-rajstopy – w ciągu dnia skarpetki i spodenki pod kombinezonem często się przemieszczają, a najczęściej z domu (hotelu) wybywasz na kilka ładnych godzin. Przy rajstopach miałam pewność, że nie zmarznie nóżka w okolicach kostki;

-reszta garderoby do ubrania na tak zwaną „cebulkę”, bo Faroje mają to do siebie, że w jednej minucie pada i wieje, a w drugiej świeci słońce i jest przyjemnie ciepło. Warto nie przegrzać dzieciaka;

Wyżywienie:

-termos z ciepłą wodą (ew. herbatką) do picia. My mieliśmy zwykły bidon, do którego dolewaliśmy gorącej wody z termosu, żeby Rozita nie musiała pić wody zimnej na zimnym powietrzu. Jeżeli macie termos niekapek albo termos-bidon albo termiczne, skuteczne opakowanie termiczne, problem będzie rozwiązany;

-termos na obiad. Nigdy nie wiesz, gdzie cię na Farojach oczy poniosą, i kiedy wreszcie dotrzesz do domu na ciepły posiłek (no chyba, że będziesz stołować się w restauracjach J ). Nasz patent polegał na włożeniu ciepłego obiadu rano przed wyjściem z domu do termosu i potem w porze obiadowej nakarmienie Rozity tym obiadem. Dorośli się zawsze przemęczą albo zapchają kanapkami, dziecko jeść musi;

-żółta silikonowa butelka z Tchibo (nasz odpowiednik owocowych tubek). Zabieraliśmy w niej owsianki z owocami, ewentualnie jakieś słoikowe specjały, których nasze dziecko BLW nie przyjmuje w innej formie;

-bio batoniki z daktyli  z dodatkiem innych suszonych/liofilizowanych owoców – dla nas super przekąska, a i Rozita je bardzo lubi. Dobra opcja na dodatkową porcję witamin i węglowodanów;

-liofilizowane owoce – fantastyczna rzecz w kraju, w którym świeżych owoców dla dzidziutka ze świecą szukać. Nie czarujmy się, te w sklepach, raz że drogie, a dwa, że nie są bio eko prosto z drzewka. Dodatkowo woda po zalaniu owoców robiła za kompocików. Super rozwiązanie;

Leki i kosmetyki:

-standardowe wyposażenie typu termometr, paracetamol, octanisept, plastry etc.;

-krem ochronny na niepogodę;

-probiotyk. Zawsze warto zabrać i podawać profilaktycznie podczas wyjazdu;

-wit. D. Na pewno dajecie i tak, ale pamiętajcie – na Farojach za wiele słońca nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *