Inspiracje,  Podróże,  Przemyślenia

Jedziesz z dzieckiem na wakacje? Gratulacje! Jeszcze chwila i wybuchnie mu głowa!

Na kilku grupach fejsbukowych zrzeszających ludzi, którzy – tak jak ja – kochają podróżować, udzieliła się dzisiaj jedna pani, która chciała się pochwalić pewnym osiągnięciem. Mianowicie, że odwiedziła ze swoim niemowlakiem w pierwszym roku jego życia 12 krajów. Pani też podzieliła się na tych grupach swoimi zdjęciami. Według tej pani – jak napisała – największą motywacją do działania było dla niej wszędobylskie „niedasię”, oczywiście w kontekście podróżowania z dzieckiem. Pani ta napisała też, że w trakcie swoich podróży radość przynosiło jej obserwowanie, jak dzieciaczek chłonie nowe miejsca, do których zabrali go rodzice.

Wydawać by się mogło, że takiej pani można tylko przyklasnąć. Rzucić: „brawo, kobieto”! Albo: „wow, to nie dla mnie, ale zazdroszczę”! A najlepiej: „kurczę, ja też tak chcę! Jutro kupuję bilety”!

A tu psikus! Otóż, nie zamierzając wcale czytać komentarzy pod postem tej pani, złośliwy Facebook wylosował kilka tłustych kąsków (prawdopodobnie pozycjonując moje preferencje, bo skąd by wiedział, że dawno niczego nie napisałam na blogu? ) i rzucił nimi we mnie. A tam, o błoga polskości! Ileż hejtu w sieci! Udzieliły się osoby, które poinformowały szanowną panią podróżniczkę, że od takiego podróżowania, to po pierwsze, dziecko się przebodźcuje, bo to za dużo tego, nowe zapachy, smaki, temperatura, klimat etc. etc., a po drugie, jeżeli takie dziecko zabrać do samolotu, to nastąpi taki wzrost ciśnienia, że ola boga! I w jednym, i w drugim przypadku pęknie dziecku głowa, to murowane! Mało tego, jedna z komentujących osób podpisała się nawet jako osoba posiadająca pewien status naukowy, a, co za tym idzie, znająca się na rzeczy…

Od razu pospieszę wskazać – poniższe informacje będą opierać się wyłącznie na moim doświadczeniu, a także wiedzy pozyskanej od lekarzy pediatrów, położnych oraz z artykułów branżowych dostępnych w Internecie. Nie zamierzam twierdzić, że jestem nieomylna, więc w razie wątpliwości, skonsultujcie się ze swoim lekarzem.

Może nie zapamięta, że widziała konkretnie tę skałę, ale to nie znaczy, że nie będzie bogatsza o to doświadczenie

Co do ryzyka przebodźcowania – chyba każdy z rodziców o przebodźcowaniu słyszał. Jeśli nie słyszał, to w takim razie wreszcie usłyszy. Bez żadnych naukowych wywodów – przebodźcowanie to taka sytuacja, w której układ nerwowy dziecka został poddany zbyt intensywnej stymulacji. Skutkuje to tym, że nasze dziecko jest niespokojne, zachowuje się inaczej niż zwykle, może być płaczliwe, być bardzo zmęczone, ale jednocześnie mieć problemy z zaśnięciem itp. Czy do przebodźcowania może dojść w trakcie podróży z dzieckiem? Jak najbardziej! Wstajecie bladym świtem, pędzicie na samolot, po drodze co najmniej dwa lotniska, milion ludzi, tysiące kilometrów. To dość, żeby zapewnić małemu dziecku bodźców na tydzień. Czy to oznacza jednak, że należy zrezygnować z podróżowania z dziećmi z obawy przed ich przebodźcowaniem? Absolutnie nie! Do przebodźcowania może dojść nawet w sytuacji, kiedy dziecko przez cały dzień nie wyszło z domu. Wystarczy, że odwiedzą was goście, albo pozwolicie mu oglądać telewizję czy ekran waszego smartfona… Jak w przypadku wszystkiego w życiu, tak i w przypadku podróżowania z dzieckiem najważniejszy jest rozsądek. Rozsądny rodzic będzie starał się dostosować intensywność wrażeń do wieku dziecka, będzie też obserwował jego reakcje, by nie obciążyć go zbytnio. Przed przebodźcowaniem można się bronić, serio! Lęk przed przebodźcowaniem wcale nie musi, a wręcz nie powinien wstrzymywać nas ani przed robieniem tego, co sami kochamy, ani przed pokazywaniem dziecku świata.

Prowizoryczna ochrona przed przebodźcowaniem 🙂

Poza tym… przebodźcowanie to jedna strona medalu. Po drugiej stronie tego medalu jest zbyt mała stymulacja, a ta dla dziecka jest równie groźna. Zbyt mała stymulacja może skutkować gorszym, bo wpowolnionym rozwojem mózgu (w dużym uproszczeniu). W końcu, nie bez przyczyny każda położna na wizycie patronażowej będzie powtarzać młodej mamie, by do dziecka cały czas mówiła, śpiewała, dotykała, wkładała mu w rączki różne rzeczy. Tak, to są właśnie bodźce.

Jeśli natomiast chodzi o ryzyko związane ze wzrostem ciśnienia podczas startu i lądowania samolotu, przekażę wiedzę pozyskaną od lekarza pediatry dwa tygodnie temu: przeziębienie, podczas którego występuje katar, może być przyczyną wyższego niż zwykle dyskomfortu podczas startu i lądowania. Nie stanowi jednak zagrożenia dla życia lub zdrowia dziecka. Żeby ułatwić dziecku podróż, należy przed wejściem na pokład samolotu możliwie jak najskuteczniej opróżnić zatoki dziecka (np. przez odciągnięcie kataru po nawilżeniu śluzówki poprzez wykonanie nebulizacji, zakropienie wody morskiej czy też soli fizjologicznej), można również zastosować maść z olejkiem eterycznym, która ułatwi dziecku oddychanie. Do tego w trakcie startu i lądowania dajemy dziecku coś do ssania (pierś, lizak, smoczek etc.). Chodzi o to, by wymusić na dziecku odruch połykania śliny. Nie istnieje ryzyko wybuchu głowy (a taka teoria pojawiła się w komentarzach na Facebook’u). Istnieje natomiast, przy poważniejszych infekcjach górnych dróg oddechowych, ryzyko uszkodzenia aparatu słuchu, co do którego powinniście się, w razie wątpliwości, skonsultować z lekarzem. Ale głowa nie wybucha.

Poza tym wedle oficjalnie podawanych danych, dzieci mogą latać samolotem. Odradza się tylko podróż samolotem z dzieckiem poniżej 7 dnia życia.

Podsumowując więc, jeżeli pragniemy, zwłaszcza w Internecie, wyrazić swoją opinię na temat czyjegoś zachowania, i opinia ta ma być niepochlebna, to można, ale ważąc słowa i podając w miarę możliwości obiektywne powody, dla których uważamy tak, a nie inaczej. Bez hejtu, proszę państwa, bez hejtu.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *