Inspiracje,  Podróże,  Wyspy Owcze

Czy Wyspy Owcze zrobią z Ciebie Indianę Jonesa w 2020 roku?

Żyjemy w takich śmiesznych czasach, że na myśl o podróży do Kambodży czy na Bali wzruszasz tylko ramionami – odgrzewane kotlety. Nie jest już tak, że o paszport trudno, a o zagranicy to nie ma co marzyć. Wręcz przeciwnie, świat się skurczył, a egzotyka przestała być egzotyczna. Na całe szczęście okazuje się, że na świecie są jeszcze miejsca owiane tajemnicą, o których wiemy niewiele, które naprawdę wymagają odkrycia. Jak się okazuje, niezbyt odległe przecież Wyspy Owcze wydają się być właśnie takim miejscem. W dalszym ciągu, kiedy mówię znajomym, że odwiedziłam Wyspy Owcze, patrzą na mnie jak na skrzyżowanie Marco Polo z Indianą Jonesem. Chociaż przecież te wyspy leżą w Europie, i to w dodatku bliżej stałego lądu, niż zadeptana Islandia.

Ale – jeżeli myślicie, że podróż na Wyspy Owcze uczyni z was królów wagabundów, to niestety mam złe wieści. Czas na odkrywanie nowego świata skończył się jakieś dwa lata temu. Mniej więcej wtedy rozpoczął się międzynarodowy boom na Owcze, zwłaszcza wśród mieszkańców USA. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu możecie na Farojach odbyć podróż życia.  Bo Wyspy Owcze to miejsce, które wżera się w pamięć tak mocno, jak mocno rozgrzewa wyobraźnię – całkiem odwrotnie do klimatu.

Najlepszym okresem, żeby zwiedzić Faroje, jest, absolutnie zaskakująco (sic!), przedział pomiędzy czerwcem a końcem sierpnia. A że ceny biletów lotniczych kupowane z wyprzedzeniem są tańsze, początek nowego roku jest idealną chwilą, by podjąć decyzję o podróży i zabukować bilety. Jeżeli więc nęcą was nieodkryte (pozornie) destynacje, a opaleniznę zdobywacie w sezonie zimowym, ten tekst pomoże wam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Owcze to kierunek dla Was.

Poniżej przedstawiam listę 8 najważniejszych sfer związanych z podróżą, a w niej absolutnie subiektywną listę głównych plusów i minusów.

  1. Dojazd

Z Polski nie można (przynajmniej na początek 2020 roku) dostać się bezpośrednio na Wyspy Owcze. Trzeba najpierw przetransferować się do środka transportu, który nas na nie zawiezie.

Generalnie bezpośrednio na Faroje można dostać się (w ramach zorganizowanego transportu) w 2 sposoby – samolotem albo promem. Samoloty na Owczych lądują dwóch linii lotniczych – SAS i Atlantic Airways. Z informacji otrzymanych od znajomych Owczarzy latanie Atlanticiem jest pewniejsze, bo ponoć ich piloci, rdzenni Farerzy, częściej podejmują próby lądowania na lotnisku w Vagar mimo trudnych warunków pogodowych. Tymczasem piloci SAS, w przeważającej mierze rdzenni Duńczycy, w trudniejszych sytuacjach zawracają. Faktycznie, statystyka potwierdza powyższy fakt, ale czy wynika on z wyższości umiejętności lotniczych Farerów nad Duńczykami czy też z wrodzonego ryzykanctwa, nie umiem powiedzieć 😊

Inną opcją jest prom. Linia Smyril Line pływa pomiędzy Farojami a Islandią i Danią.

Podsumowując? Generalnie szału z tym dojazdem nie ma. Jest on męczący, bo na dobrą sprawę może zabrać nawet cały dzień (chyba że nie zaczynacie z Polski, a na przykład z Danii, wtedy dojazd jest fantastyczny).

Z drugiej strony, taka podróż ma swoje plusy – na przykład nam długie międzylądowanie w Amsterdamie pozwoliło na spacer po czerwonej dzielnicy 😉

  • Ceny

Wyspy Owcze uważane są za najdroższy ze skandynawskich krajów, a te – podpowiem – uważane są za najdroższe w Europie. Jeżeli więc świadomość, że w podróży wydacie na podstawowe produkty więcej niż w Polsce, sprawia, że żyjecie w permanentnym stresie, odradzam Owcze.

Ale – z drożyzną też sobie można poradzić. Jak? Będzie o tym osobny wpis. Trzymajcie rękę na pulsie!

Płacimy w DKK, można bez problemu płacić zarówno kartami, jak i gotówką, ale z tą gotówką, to uważajcie, bo jako resztę możecie otrzymać zamiast korony duńskiej koronę farerską, a tą poza Wyspami Owczymi już nie zapłacicie.

Wracając do cen – to, że jest drogo, nie powinno nikogo dziwić. Przede wszystkim Faroje nie są w Unii, więc co do zasady nie są w unii celnej. Poza tym prawie nic na nich nie rośnie, więc większość produktów Farerzy muszą importować, co rzecz jasna przekłada się na wyższe ceny. Z kolei konsumpcja zasobów, które na Owczych można znaleźć (np. baraniny), jest tak duża, że i tak trzeba je w jakimś stopniu importować (np. baraninę z Nowej Zelandii). I tak, na przykład, bochenek chleba kosztuje ok. 25-30 zł. Mięso, warzywa i owoce są w sklepach obłędnie drogie. Ale – już na ten przykład ryby kosztują niewiele więcej niż w Polsce, za to ich jakość jest nieporównanie lepsza. Obiadki bio dla dzieci w słoikach – koszt porównywalny do cen z Rossmanna. Olej napędowy na stacjach benzynowych – taniej niż w Polsce. Co do cen w restauracjach, to generalnie są bardzo wysokie. Zupa w restauracji (ale takiej, co nie zawsze musi mieć obrus na stole) to koszt ok. 50 zł. Drugie dania to zwykle koszt około 80-100 zł (zależy też rzecz jasna, czego sobie życzycie). Degustacja w restauracji na starym mieście w Torshavn tradycyjnych dań farerskich to koszt zaczynający się od ok. 600 zł za osobę, który rośnie w zależności od liczby i rodzaju oferowanych dań, i kończy się grubo powyżej 1000 zł.

Podsumowując – nie jest dobrze z tą drożyzną, ale DA się z tym żyć, trzeba tylko, po pierwsze, dobrze się przygotować, aby zminimalizować zbędne wydatki, a po drugie, przymknąć oko na to, że jednak trzeba będzie trochę wydać. No i umieć z czegoś zrezygnować.

  • Jedzenie

Jeżeli oczekujecie, że na Owczych z każdej strony będą czyhać na was kramiki z jedzeniem regionalnym, to jesteście w błędzie. Jest coś w tym, że największym boom turystyczny jest jeszcze przed Farerami. Na Wyspach Owczych dopiero tak naprawdę rozpoczyna się kultura restauracyjna, a swoje (tradycyjne) jedzenie nie jest jeszcze traktowane ani jako atrakcyjne, ani jako pożądane. To się oczywiście powoli zmienia (patrz powyżej: informacje dotyczące ofert degustacyjnych dla turystów), ale – podobnie jak w Polsce 10 czy 15 lat temu -sami woleliśmy pójść na pizzę i pastę, niż na schabowego i bigos. No bo schabowego to ma każdy w domu, czyż nie?

Generalnie codzienna dieta Farera nie różni się niczym od diety Europejczyka z kontynentu. Znają pizze, znają burgery. Wszystkie „normalne” produkty spożywcze można dostać w sklepach, a gotowe „normalne” dania w restauracjach. Z dań typowo farerskich, które nie kosztują fortuny, i które, dodatkowo, pasują polskiemu podniebieniu, są zupy rybne. My jedliśmy zupy rybne w kilku miejscach i wszędzie były naprawdę pyszne, chociaż wszędzie inne. Coś jak rosół, w każdym domu smakuje nieco inaczej.

Wbrew pozorom natomiast nie jest tak łatwo kupić półprodukty typowo farerskie. Raczej bez większego problemu można dostać suszoną rybę (raestur fiskur) czy baraninę. Można też dostać, chociaż jest trudniej dostępne, mięso z wieloryba. Wynika to z tego, że zasadniczo na wieloryby się nie poluje (kwestie ochrony gatunku), a mięso uzyskane w czasie Grindadrapu nie trafia do supermarketu (po więcej informacji w tym temacie polecam zajrzeć do książki Macieja Brencza. Po recenzję zapraszam tu.

Jeżeli jesteście zainteresowani tematyką farerskiego jedzenia (a przyznaję, że jeszcze w żadnym kraju nie spotkałam się z tak wyraźnymi związkami pomiędzy miejscem, w którym żyją ludzie, otaczającą ich naturą, a jedzeniem), to zachęcam do obejrzenia odcinka programu Bizarre Foods o Wyspach Owczych – jest naprawdę super (tylko niestety po angielsku ☹ ).

Na zakończenie wątku kulinarnego dodam jeszcze kilka słów o alkoholu – ten jest na Wyspach ściśle reglamentowany, co niestety czasem prowadzi do absurdów i wypadków (po więcej informacji odsyłam do książki Macieja Brencza). Na całych Farojach jest zaledwie kilka sklepów z sieci Rúsdrekkasøla Landsins mającej monopol na sprzedaż napojów z zawartością alkoholu powyżej 2,8%. Ale – nie traćcie nadziei – dobrym pomysłem bowiem jest zakup alkoholu na lotnisku po przylocie. Nie dość, że jest on dostępny od ręki, to jeszcze nieco tańszy niż w sklepach na Wyspach 😉

  • Pogoda

Bezchmurne niebo, wieczorami delikatna oceaniczna bryza, przyjemnie ciepło, acz nie gorąco, jedynie w okolicach południa trzeba uważać na ostrzejsze słońce.

A nie…

A w zasadzie dokładnie to, co powyżej, tylko odwrotnie. Spodziewajcie się bezustannej mżawki, mgły i chłodu. Przy czym tam mżawka, to naprzemiennie z deszczem. I nawet, jeżeli ktoś nie przepada za upałami, to ciężko twierdzić, że farerska pogoda jest przyjemna. Ale – to nie jest tak, że od powyższego stereotypu nie ma wyjątków. Na Farojach w okresie wakacyjnym zdarzają się piękne dni, kiedy nie pada i świeci słońce. Może to niewiele, jeżeli ktoś liczył na Saint Tropez, ale jednak miła odmiana. Niestety, widoczne są też tam skutki ocieplenia klimatu – w zeszłym roku odnotowano tam temperaturę 27 stopni Celsjusza. Naprawdę. Ale nie przyzwyczajajcie się, to na szczęście do tej pory sytuacja wyjątkowa.

  • Ludzie

Farerzy są bardzo mili. I już. Nie lubią zbytniego spoufalania się i, wbrew pozorom, tworzą zamkniętą społeczność, ale są życzliwi, pomocni i po prostu, po ludzku sympatyczni.

  • Spanie

Na Owczych jest parę hoteli, ale ceny zbijają z nóg. Jeśli ktoś jest zainteresowany, z łatwością można poszukać dogodnych terminów na Bookingu. Według mnie o wiele lepszym rozwiązaniem jest nocleg zarezerwowany przez portal Airbnb. Ceny w dalszym ciągu bardziej przypominają polskie hotele ze średniej półki niż opłatę za nocleg w czyimś mieszkaniu, ale są o wiele bardziej przystępne. Jest jeszcze jedna opcja, najtańsza – kemping pod namiotem. My osobiście nie korzystaliśmy, gdyż, z uwagi na aurę i podróż z 11-miesięcznym dzieckiem, uznaliśmy, że nocleg pod namiotem może być co najmniej ryzykowny. Ale podróżowaliśmy z kilkorgiem autostopowiczów, którzy pod namiotem spali i byli z tego bardzo zadowoleni.

My natomiast ostatecznie ani nie skorzystaliśmy z Bookingu, ani z Airbnb. Sami znaleźliśmy dach nad głową w Fjord Cottage, domu gościnnym prowadzonym przez Polkę, Sabinę Poulsen. Skorzystanie z gościny Sabiny miało wiele korzyści – po pierwsze spaliśmy „u naszej”, przez co człowiek zawsze czuje się trochę raźniej 😉 Ta „nasza”, wieloletnia mieszkanka Wysp Owczych, sypała historiami o Farojach jak z rękawa, a w dodatku potrafiła je przekazać z polskiego, zrozumiałego dla nas punktu widzenia. Sabina jest osobą o wielu talentach i milionie zainteresowań, dzięki czemu nie można się z nią nudzić. Służy radą co do takich kwestii, jak kierunek zwiedzania, lokalne atrakcje czy zamówienie taksówki. Do tego tryska pozytywną energią. My zdecydowanie dobrze będziemy pobyt u Sabiny wspominać.

  • Poruszanie się po wyspach

Możliwości są trzy. Albo autobus, albo autostop, albo wynajęcie samochodu. Do tego dwie dodatkowe: prom albo helikopter.

Autobusy nie kursują często, ale można nimi dojechać do najważniejszych punktów w kraju, są więc dobrą, tańszą alternatywą dla wynajęcia samochodu. Jak działa autostop, nie trzeba nikomu tłumaczyć, dodam tylko, że ruch na Farojach jest dość spory – a raczej, że w ciągu dnia jest sporo szans na szybkie złapanie stopa, a autostopowicze brani są często i chętnie, zarówno przez Farerów jak i turystów.

Jeśli chodzi o wynajęcie samochodu, jest kilka wypożyczalni, z których można wziąć samochód już z samego lotniska. Ceny za dzień są, rzecz jasna, o wiele wyższe, niż w kontynentalnej Europie. Ze względu na ukształtowanie terenu warto wziąć samochód o nieco mocniejszym silniku, a już w ogóle fantastyczną opcją będzie napęd 4 na 4. Paliwo, jak wspomniałam, nie jest drogie. Poruszanie się po Wyspach samochodem ma dużo plusów. Nie pada na głowę, łatwo i w cieple można dostać się od punktu A do B, a trzeba przy tym pamiętać, że atrakcje na Farojach to przede wszystkim poszczególne maleńkie miejscowości, które może nie są położone daleko od siebie, ale podróż pomiędzy nimi jest czasochłonna (z uwagi na ukształtowanie terenu – góry i fiordy, a czasem i ocean pomiędzy).

Drogi na Farojach są co do zasady nowe i bardzo dobre. Drogi stare z kolei – też są – i przyprawiają o zawał serca. Muszę przyznać, że chociaż złym kierowcą nie jestem, nie wystarczyłoby mi odwagi, żeby prowadzić w niektórych miejscach 😉 Gdybym to ja miała być kierowcą na naszym wyjeździe, chyba bym wybrała autobus. Co ciekawe, pomiędzy głównymi wyspami Farerzy pobudowali sieć tuneli, z których na chwilę obecną płatne są dwa największe (ot, takie podmorskie autostrady), łączące wyspę Vagar ze Straymoy oraz wyspę Bordoy z Eysturoy. Poza tym na Wyspach Owczych pełno jest mniejszych tuneli, z których część jest dwukierunkowa, ALE jednopasmowa. Jak to działa? Otóż odpowiedni znak przed wjazdem do tunelu powie wam, który kierunek ma pierwszeństwo. W przypadku spotkania w tunelu samochodu jadącego w przeciwnym kierunku, ten, który powinien ustąpi, chowa się w zatoczkach, które wydrążone są wzdłuż tunelu. Dobrą praktyką, o której nie przeczytacie w przewodnikach, jest, by po schowaniu się w zatoczce zgasić światła. Dzięki temu nie będziecie sprawiać mylnego wrażenia, że jesteście w ruchu. Wbrew pozorom podróżowanie tymi tunelami nie jest ani trudne, ani niebezpieczne, i chociaż większość osób uważa je za typowo farerską specyfikę, można je spotkać także w innych miejscach na świecie (np. na Maderze).

Jeśli chodzi o podróżowanie promami pomiędzy wyspami, sprawa prosta. Jedziesz do portu, kupujesz bilet, wchodzisz na pokład, a potem schodzisz 😊 Przyspieszony puls w cenie, jako że wody dookoła potrafią być, mówiąc delikatnie, niespokojne.

Oprócz tego kolejnym środkiem transportu jest, uważany za osobną atrakcję, helikopter. Lot helikopterem jest względnie tani (plus minus 100 zł za osobę dorosłą w jedną stronę, w zależności od terminu i trasy), ponieważ jest dofinansowywany przez państwo – pamiętajcie, że dla turystów to jest atrakcja, ale dla mieszkańców czasami jedyna szansa na szybkie dostanie się do lekarza. Z tego względu miejsce w helikopterze trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, co i tak nie gwarantuje, że lot się odbędzie (jako że na Farojach mocno wieje). Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie internetowej Atlantic Airways.

Rozkład jazdy autobusów i promów znajdziecie tu

  • Atrakcje

Na Owczych atrakcją główną i podstawową jest natura. Na Owcze jedzie się, by podziwiać widoki, odpocząć od zgiełku wielkich miast, odetchnąć świeżym powietrzem. Niewątpliwie do atrakcji można zaliczyć zdobywanie farerskich szczytów, rejs pomiędzy wyspami czy w poszukiwaniu ptactwa (zwłaszcza słynnych maskonurów!). Do tego w większości miasteczek można zwiedzać (z zewnątrz zawsze, a czasem także wewnątrz) tradycyjne chaty i kościółki. Faroje mogą na przykład poszczycić się najstarszym zamieszkałym do dziś drewnianym domostwem (sic!). Można tam też zobaczyć opuszczoną stację wielorybniczą z początku poprzedniego stulecia. Do tego w całym kraju można znaleźć kilka naprawdę przyjemnych, niedużych muzeów (szczególnie polecam muzeum narodowej w Torshavn). Specyfika tych atrakcji sprawia, że w kilka dni na Owczych można odpocząć równie dobrze, a nawet lepiej, niż na najsłynniejszej plaży w najlepszym kurorcie.

Uwierzcie na słowo 😊

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *