Inspiracje,  Recenzje

Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc. Recenzja

Wyobraźcie sobie opowieść o odległym kraju, o którym prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszeliście. Kraju odwiedzanym tak rzadko, że nie sposób dostać po nim przewodnik w rodzimym języku (choć wieść gminna niesie, że lata temu przewodnik taki powstał, niestety w roku 2019 nie do dostania), a jedynym dostępnym dla szerszego grona jest anglojęzyczny przewodnik z wydawnictwa Bradt Travel Guides, który jest drogi, częściowo błędny, a częściowo żywcem spisany z farerskich ulotek 😉

Ale do meritum – wyobraźcie sobie teraz, że ta opowieść, chociaż brak w niej indeksów, spisów atrakcji wraz z cenami czy alfabetycznie uporządkowanych opisów najważniejszych miejscowości, jest historią napisaną tak kompleksowo, że możecie z nią w ręku zwiedzić ten maleńki, wyspiarski kraj. Chociaż wcale przewodnikiem miała nie być i nie jest (czyżby?).

Przedstawiam wam książkę Macieja Brencza „Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc”.

Hit czy kit?

Zdecydowanie hit. I nie jest to moja subiektywna opinia. Za tym przemawiają twarde fakty, a raczej jeden konkretny fakt – że na lotnisku, tuż przed lotem samolotu linii Atlantic Airways na Faroje właśnie po tej książce można było rozpoznać Polaków – w jednym ręku książka, w drugim długopis i tworzymy plan podróży!

“Farerskie kadry” pełne są tego typu ciekawostek. Dużo mówi o świecie, w którym żyjemy, prawda? 🙂

O czym jest?

Nie zaskoczę chyba nikogo – o Wyspach Owczych. Ta książka to, jak kto woli, beletryzowana pozycja popularnonaukowa albo opowieść – rzeka pełna naukowych faktów. Maciej Brencz jest absolutnym miłośnikiem Wysp Owczych i w tej książce opowiada właśnie o tej miłości. I to miłości prawdziwej, bo inaczej nie da się nazwać sytuacji, w której Wielkopolanin w sile wieku kilkukrotnie opuszcza ojczyznę, by spędzić czas w kraju, w którym wszystko jest drogie, codziennie pada, a średnia temperatura w lecie to 12 stopni Celsjusza. W dodatku uczucie to każe mu rozmawiać z tubylcami, odkrywać lokalną przyrodę, wreszcie pójść do szkoły, by nauczyć się farerskiego języka! Energia, którą autor czerpie z pobytów na Wyspach Owczych, i którą dzieli się z czytelnikami, jest czymś doprawdy niezwykłym!

Maciej Brencz w swojej książce, wychodząc od wyjaśnienia, skąd pomysł na wyjazd na Faroje, opowiada o podróżach, przygodach, napotkanych ludziach. Ale, wbrew pozorom, „Farerskie kadry” nie są pozycją autobiograficzną. Raczej, wykorzystując jako pretekst wydarzenia z własnego życia, Brencz wplata w „Farerskie kadry” pełno informacji o Farojach, o lokalnych legendach, topografii, języku, historii dawnej i najnowszej, wreszcie o cechach Farerów jako narodu. Wydaje się, że traktuje on jako swego rodzaju misję edukowanie Polaków o tym mało znanym u nas miejscu na ziemi.

Książka jest napisana dość zabawnie i przystępnym językiem. Dzięki temu czyta się ją łatwo, przyswajając jednocześnie wiele faktów. To według mnie sposób wiele skuteczniejszy, niż wertowanie nawet miliona przewodników (nawet, gdyby takowe były dostępne).

Czego się można z niej dowiedzieć?

W zasadzie wszystkiego, co warto wiedzieć o obcym kraju i zamieszkujących go ludziach. Brencz prowadzi nas po kartach swojej książki, przechodząc płynnie od lokalnych legend, zwyczajów i tradycji, po współczesne problemy społeczne i gospodarcze. Opowiada, z punktu widzenia osoby trzeciej, o jakże emocjonującym nas wszystkich Grindadrapie.

A przy tym nie przynudza.

Nie da się mówić o Wyspach Owczych i Farerach w oderwaniu od tamtejszej aury. Brencz niejednokrotnie ukazuje ten związek.

Dla kogo?

Idealny prezent dla każdego podróżnika (nawet kanapowego). Dla każdej osoby ciekawej świata. Serio.

Za co ją lubię?

Dziś już wiem, że zdecydowanie lubię ją za to, za co na samym początku mocno znielubiłam. Otóż przez 95% książki Brencz sprawia, że czytelnik traci dla Wysp Owczych głowę i nie może uwierzyć, że jeszcze tam nie zamieszkał. A potem przychodzą ostatnie rozdziały, w których Brencz rozprawia się z mitem Farera – przyjaznego i gościnnego wujka. Zaskakująco trafnie, bazując na własnych spostrzeżeniach oraz opiniach wielu osób, z którymi przeprowadził wywiady na potrzeby tej książki, odziera powyższą wizję z sentymentu i mówi, jak jest. Początkowo, po przeczytaniu tych fragmentów, poczułam się oszukana. Jak to – kraj taki piękny, ludzie tacy wspaniali! Ale po pobycie na Wyspach Owczych wiem już, że Brencz się nie pomylił, i jestem mu wdzięczna, że trochę mnie ostrzegł, trochę przygotował, a trochę, że nie zaczął od tego swojej książki i pozwolił mi się najpierw w Farojach zakochać.

Czy książka ma wady?

Ma. Brak indeksu z najważniejszymi hasłami, który umożliwi potem bez problemu wrócić do poszukiwanych informacji. Dlatego lepiej zaznaczajcie 🙂

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *