Inspiracje,  Podróże,  Przemyślenia

Jeżeli dzisiaj poniedziałek, to jesteśmy w Szkocji

Szkocja krążyła po mojej głowie od bardzo dawna, ale długo nie decydowaliśmy się na wyjazd. Szkocja ma dla mnie tak wiele pozytywnych konotacji, że wolałam pielęgnować ją w umyśle jako romantyczne wspomnienie. To dla mnie kraj spektakularnych widoków i wybornej whisky. Kraj Williama Walleca, kamienia koronacyjnego władców Zjednoczonego Królestwa, mostu, który prowadzi do Hogwartu, w końcu pierwszy dom moich Przyjaciół na obczyźnie.

Szkocja stała się poza tym niezwykle popularnym kierunkiem wyjazdów. Tanie loty i fakt, że prawie każdy z nas „ma tam kogoś”, sprawiły, że jakoś nie spieszyło mi się do tego, by uzupełnić własny album o zdjęcia, które przede mną zrobili już wszyscy. 😉

A potem w ręce wpadła mi – dostarczona przez, a jakże (!), moją Mamę, niesamowita książka: „Życie w średniowiecznym zamku”. Oczywiście to nie jest do końca tak, że o tej książce nigdy wcześniej nie słyszałam. Jako miłośniczka Gry o tron prędzej czy później musiałam natrafić na tę pozycję w Internecie. Ale nie zmienia to faktu, że nie było okazji jej przeczytać.

O samej lekturze „Życia w średniowiecznym zamku” na pewno kiedyś napiszę więcej, bo pozycja ta zasługuje na osobny wpis. Wspominam tu jednak o tej książce dlatego, że już w trakcie jej czytania zdecydowałam, że podróży do Szkocji po prostu nie możemy dłużej odkładać. Po prostu musiałam zwiedzić średniowieczne zamczyska, o których czytałam, a trochę nostalgiczne, a trochę mroczne szkockie krajobrazy stanowić miały idealne tej podróży dopełnienie.

Nie mówiąc oczywiście o wodzie ognistej.

Ponieważ jestem człowiekiem, który lubi działać, na zakup biletów do Edynburga nie trzeba było długo czekać. Wiecie, na kiedy wybrałam daty? A tak pomyślałam, że początek czerwca może być ładny, w miarę ciepły i niezbyt deszczowy. Boże Ciało 2020 r. jednym słowem.

Ale tak to  się złożyło, że… nie jestem niestety w Edynburgu, a na zwrot pieniędzy za anulowane bilety lotnicze czekam już ponad miesiąc. Mam nadzieję, że w końcu się doczekam…

Od momentu, w którym okazało się, że nasza wielka szkocka wycieczka raczej się nie uda, postanowiłam o Szkocji (przynajmniej tymczasowo) zapomnieć. Całą swoją energię przerzuciłam na lokalne destynacje.

W sobotni wieczór, kiedy Rozita łaskawie zdecydowała się pójść spać, co miało miejsce niedługo po 23ciej, odpaliliśmy Netfliksa. Ponoć statystyczny Polak spędza aż 40 minut na wyborze odpowiedniego filmu. Nam jednak udało się wyboru dokonać o wiele szybciej, ponieważ – ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – na Netfliksie pojawił się program dokumentalny o najsłynniejszych brytyjskich zamkach (Tajemnice Brytyjskich Zamków). Program ten prowadzi dość irytujący koleś, który – jak to Brytyjczycy mają w zwyczaju – przedstawia historię z wyłącznie lub prawie wyłącznie brytyjskiego, jedynie słusznego punktu widzenia.

ALE – niezależnie od tego, jak bardzo pan Dan Jones byłby obcesowy, nie zmienia to faktu, że te programy są po prostu dobre. Pozwalają zwiedzić średniowieczne zamki przy jednoczesnym poznaniu ich najbardziej ekscytujących, często zupełnie tajemniczych albo złowrogich historii.

Biorąc więc pod uwagę, że Rozita wstanie najprawdopodobniej bladym świtem, a więc na obejrzenie pełnometrażowego filmu nie mamy raczej czasu (chyba że chcemy, w przypływie szaleństwa, zarwać noc), nie wiele myśląc odpaliliśmy pierwszy odcinek.

Wiecie, o jakim zamku było? O zamku w Edynburgu.

Szkocjo, przyjadę tak szybko, jak tylko sytuacja pandemiczno – kwarantannowa pozwoli!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *