Inspiracje,  Podróże

Kiedy nie ma nic do zobaczenia, czyli słów kilka o Kołobrzegu.

Jestem prawie kołobrzeżanką. Prawie, bo ani się tam nie urodziłam, ani tam teraz nie mieszkam 😊 Ale mam tam krewnych i spędziłam w tym mieście bardzo dużo czasu. Dlatego czasami o Kołobrzegu myślę jak o swoim rodzinnym mieście, i czuję się w nim prawie jak „tutejsza”. Stąd nie mogę się poszczycić wybitnymi osiągnięciami turystycznymi w Kołobrzegu – ostatnie zwiedzanie było w czasach, kiedy rodzice starali się zapewnić nam jakieś atrakcje w wakacyjne popołudnia, potem to już tylko standardowe oprowadzanie znajomych po kluczowych atrakcjach. Knajp za bardzo też nie znam, bo po co, skoro babcine obiadki najlepsze, a pobyty w Kołobrzegu zwykle nie trwają tak długo, żeby zdążyć się nimi znudzić.

To nie znaczy, że nie wiem, co tam można robić! O nie, jako że rodzina przez lata całe przyjmowała turystów, którzy złaknieni byli wrażeń, listę kluczowych atrakcji znam jak mantrę. I niezwykle cieszy mnie to, że są one coraz lepszej jakości 😊

Dlatego o Kołobrzegu o dawna planowałam obszerny wpis, może nawet wpisów kilka, w których zamierzałam szczegółowo opisać co, gdzie, jak i za ile. Ale tak się złożyło, że moją dziecięcą, romantyczną miłość do miasta ubodło usłyszane dziś stwierdzenie, że „tam za wiele nie ma do zobaczenia”, przez co zdecydowałam się napisać taki pre-wpis o Kołobrzegu. Na ten właściwy przyjdzie jeszcze czas.

Czy w Kołobrzegu faktycznie nie ma nic do zobaczenia? No i tak, i nie. Na pierwszy rzut oka kilka zabytków, jakieś muzeum, to, co w milionie innych miast. Tylko że wytrwany podróżnik wie, że nie ma na świecie dwóch takich samych miejsc, tak samo jak nie ma dwóch takich samych osób. Każde miasto ma swoją historię, ludzi, którzy kiedyś je tworzyli i którzy tworzą je teraz. I zawsze jest w nim coś ciekawego. Może tylko być tak, że po prostu Ciebie to nie interesuje. Ale wtedy to sorry, nie z miastem jest coś nie tak, kolego 😉 (bez urazy 😉 ).

Na przykład, znacie takie miasto jak Brzeziny? Niewielka miejscowość obok Łodzi. Otóż, moi drodzy, jest to dziura zabita dechami, znana głównie z okresowych podtopień i jednego z najwyższych współczynników smogu w Europie.

Spakowaliście już walizy?

Hehh.. Ale zanim na dobre skreślicie te Brzeziny, dowiedzcie się, że miejscowość ta nie zawsze była dziurą. Ma bardzo bogatą historię, ważną nie tylko w skali lokalnej, ale i ogólnopolskiej. Słyszeliście o takim panu, co to się zwał Andrzej Frycz Modrzewski? Tak, na przykład on był z Brzezinami związany.

Wychodzi więc, że taka dziura, ale jednak nie do końca, trzeba się tylko chwilę rozejrzeć. I tak jest w przypadku większości miejsc, które można napotkać na drodze swoich wojaży. Oprócz tych absolutnych turystycznych must see, można też natrafić na miejsca nieoczywiste, którymi także można się zachwycić. Trzeba sobie tylko na to pozwolić.

Co więc można robić w Kołobrzegu, oprócz leżenia plackiem na plaży (bo nie każdy lubi, i często pogoda nie daje)? Poniżej postaram się wylistować różne formy spędzania wolnego czasu, dostępne w Kołobrzegu i okolicach, bez wdawania się w szczegóły (tak jak napisałam, na szczegóły jeszcze przyjdzie kiedyś czas 😉 ).

Atrakcje dla aktywnych

Tu chyba nie ma za wiele do opisywania – koń, jaki jest, każdy widzi. No chyba, że potrzeba jakichś szczegółowych instrukcji? Kąpiele w morzu, jazda na motorówce czy tam bananie, surfing (a tak, moi drodzy, surfing! ponoć Kołobrzeg planuje zostać zachodnią polską stolicą surfingu), spacery wzdłuż wydm, spacery po mieście, zwłaszcza wieczorami, kiedy główne atrakcje są pięknie oświetlone, jazda na gokartach (atrakcja uwielbiana przez dzieci), wreszcie chyba moja ulubiona aktywność – jazda na rowerze (i to i na zachód, w stronę Dźwirzyna, i na wschód, w stronę Podczela. Kołobrzeg leży na trasie fantastycznej, malowniczej ścieżki rowerowej Ku Słońcu !). Kołobrzeg posiada bardzo dobrą siatkę ścieżek rowerowych, można oczywiście w razie potrzeby wypożyczyć rower w jednej z wypożyczalni albo skorzystać z rowerów miejskich.

Szlak rowerowy przecinający Kołobrzeg jest na tyle atrakcyjny, że Skandynawowie (znani przecież z zamiłowania do kolarstwa) przyjeżdżają w te okolice specjalnie po to, by pojeździć na rowerze. Naprawdę ogromna frajda!

Atrakcje dla aktywnych inaczej (ale wymagające nóżek albo innego środka transportu)

Zaczynając od zachodniej części miasta (która ma zasadniczo mniej nie-aktywnych atrakcji do zaoferowania) warto pospacerować po zabytkowym parku nadmorskim wzdłuż zachodniej plaży. Park znajduje się na miejscu przedwojennego cmentarza komunalnego, upamiętnionego w postaci lapidarium. Oczywiście prosto z parku jest też zejście na plażę 😉

Kierując się do centrum miasta, idąc od strony plaży zachodniej w stronę ulicy Solnej (na południe) miniemy Centrum Ogrodnicze „Żulicki”. Dlaczego o tym mówię? Ano dlatego, że jest to regionalna mekka dla wszystkich którzy kochają ogrodnictwo, kwiaty i wyposażanie wnętrz. W weekendy potrafią tam być nieziemskie kolejki. Centrum posiada bardzo fajnie zaprojektowane, niewielkie ogrody.

Do centrum pokierowałabym się ulicą Solną (spora ulica biegnąca w zasadzie wzdłuż miasta). Z ulicy Solnej możemy pójść albo do portu jachtowego, i z niego potem do latarni i na molo, albo na „starówkę” (w Kołobrzegu nie ma niestety starej starówki, pozostałości budynków po bombardowaniach, które nie posłużyły do odbudowy zabudowań mieszkalnych, pojechały na odbudowę Warszawy). Zanim jednak dojdziemy do rozwidlenia, można odbić w lewo do portu rybackiego, Reduty Solnej i skansenu morskiego. Gdybyśmy dalej mieli pójść do portu jachtowego (który jest nowoczesny i przepiękny zwłaszcza o zachodzie słońca), to latem otwierają tam plażę z hamakami i sztuczną palmą :P. Poza tym przy porcie jachtowym jest odrestaurowany fort (tzw. Reduta Bagienna). Przed jego restauracją można tam było zjeść kiełbasę i posłuchać disco polo, teraz mam nadzieję, że znalazł nieco bardziej wysublimowany użytek.

Z portu jachtowego do latarni można przejść przez nowoczesny most, który wieczorem jest fajnie oświetlony. Można też rzucić stamtąd okiem na portowe spichlerze. W drodze do latarni można natrafić na bindaż, który szczególnie efektownie wygląda właśnie w sezonie letnim. Kiedy już będziemy przy latarni, warto zwrócić uwagę na fort oraz na okoliczne pomniki (zwłaszcza pomnik majora Stanisława Mieszkowskiego, jednego z wielu polskich bohaterów skazanych na karę śmierci po II wojnie światowej). Przy okazji pobytu pod latarnią polecam dojście wzdłuż portu prawie że do jego główek 😊 w porcie można też skorzystać z kilku ofert rejsu statkiem. Idąc dalej od latarni w stronę mola, wzdłuż bulwaru Jana Szymańskiego, można napotkać w sezonie artystów sprzedających rękodzieło (i dzięki niech będą  za to, że nie jest to ciupaga z napisem Kołobrzeg). Aaa, nie zapomnijcie „zaliczyć” kataryniarza z papużkami. Dzieci to uwielbiają.

Idąc dalej w stronę molo po lewej będzie plaża, a po prawej park im. Stefana Żeromskiego. W pewnym momencie natrafimy na pomnik zaślubin z morzem (tych z 1945 r.). Poza tym w okolicach pasa latarnia – park S. Żeromskiego znajdują się też atrakcje dla dzieci – muzeum 6d Maszoperia oraz Kraina Myszy. Jest też niedaleko Maszoperii kino, bodajże 150d (żart, ale liczba „d” jest duża). Idąc dalej na wschód, pewnie uda się także natrafić na pomnik Sanitariuszki, a może nawet na amfiteatr (który kiedyś był fortem!). Dalej na wschód dojdziemy w końcu do Ekoparku Wschodniego (polecam zwłaszcza torfowiska!).

Gdybyśmy natomiast mieli się cofnąć do miejsca, w którym weszliśmy do portu jachtowego, i skręcić do centrum miasta, to zaczęłabym od źródełka solnego. Znajduje się ono tuż przy Parsęcie, do której trzeba zejść z mostu z ul. Solnej. Dla mnie to jednak z największych atrakcji miasta. Dlaczego? Ano dlatego, że była to podstawa bogactwa kołobrzeżan w średniowieczu (pamiętacie historię o Kindze, co rzuciła pierścieniem i odkryła się kopalnia soli? Sól była ultra cenna, moi drodzy, a z wody solankowej można było i wciąż można uzyskiwać sól!). Poza tym woda ta jest bardzo użyteczna. Można nakłonić kogoś nieświadomego do jej wypicia i wtedy jest śmiesznie. Można nabrać ją sobie i zakonserwować rybkę czy inne mięsko. Można wreszcie rozcieńczoną popijać, jako że jest źródłem cennych składników odżywczych.

Co natomiast trzeba zaliczyć w centrum miasta? Tu pozwolę sobie wyliczyć (kolejność przypadkowa): oczywiście bazylikę (w niej naprawdę można znaleźć skarby na skalę europejską, zajrzyjcie koniecznie! Zwróćcie uwagę na krzywe kolumny!), ratusz (w środku jest galeria), kościół rektoralny pw. Niepokalanego Poczęcia NMP (miejsce prawdopodobnego pochówku Macieja Krokowskiego, też ciekawa postać!), budynek policji, budynek poczty głównej, warto wejść do Muzeum Oręża Polskiego (przebogata kolekcja, warto wejść nawet jak nie jesteś zagorzałym fanem militariów), Muzeum Miasta Kołobrzeg, Muzeum Bursztynu, Baszta Prochowa, Domek Kata, wieża ciśnień, wreszcie na wyjeździe z Kołobrzegu Bastion Panzer.

Oczywiście, włócząc się po mieście można natrafić na milion fontann i innych, ważnych pomników upamiętniających zasłużonych mężów czy ważne wydarzenia. Więc nie bójcie się i spacerujcie 😊

Atrakcje dla zmotoryzowanych

Jeżeli dysponujecie samochodem, to w ogóle otwierają się przed Wami zupełnie nowe możliwości. Możecie wszystko. Zwiedzanie ogrodów Hortulus? Oglądanie kościoła w Trzęsaczu? Puśćcie wodze fantazji!

Atrakcje dla głodnych i zmęczonych

Tak jak mówiłam, niestety w tej materii nie mogę pochwalić się dużymi osiągnięciami. Ale dam parę tipów sprawdzanych latami. Najlepsze lody w województwie? Niedaleko latarni, u Trzcińskich. Lody są przeboskie, a porcje duże, ale można też zamówić porcje dziecięce (jedynie latem się chamią i każą płacić za bida wafelek dla „bombelka” żywimy złotówkami, ale na szczęście po sezonie wracają do mniej chciwej odsłony. W każdym razie lody zawsze dobre). Niedaleko, w zasadzie na tyłach, jest kultowe miejsce z fantastycznymi racuchami ze śmietaną i jagodami (przy ul. Obrońców Westerplatte). To opcja na chłodniejsze dni.

Co do restauracji, to tu z ręką na sercu mogę polecić włoską knajpkę, która znajduje się w porcie jachtowym. Jedzenie przyzwoite (może nie takie, że mózg w poprzek staje, ale w dobrym stylu), a wieczorami widoki obłędne. Koniecznie idźcie tam na kolację!).

A co pić? No pić, to polecam Colberg. Oczywiście to wersja 18+.

Tak jak zaznaczyłam na wstępnie, to nie  jest kompleksowy przewodnik po Kołobrzegu. Chciałam tylko dać zajawkę  – pokazać listę rzeczy, które można w Kołobrzegu robić. Na pewno brakuje tu opisu tych wszystkich miejsc. Błagam Was, nie odwiedzajcie ich bez poczytania o nich wcześniej. A jak nie chcecie czytać, to obejrzyjcie chociaż odcinek Zakochaj się w Polsce o Kołobrzegu.

I bawcie się dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *