Inspiracje,  Podróże,  Recenzje,  Wyspy Owcze

Wyspy Owcze z pierwszej ręki. Praktyczny przewodnik turystyczny. Recenzja okiem Lady is a tramp

Nie tylko media społecznościowe oraz porządki w archiwum przypominają mi ostatnio nagminnie, że minął już rok od naszej wizyty na jednym z najbardziej egzotycznych archipelagów Europy. Ostatnio przypomina mi o tym również pogoda, gdyż z ciepłej i słonecznej, polskiej złotej jesieni nagle przeskoczyliśmy do jesieni iście listopadowej. Nie wiem, czy taka pogoda utrzyma się już do zimy, ale jak to z takimi pogodami bywa, skłoniła mnie do sięgnięcia nie tylko do wspomnień z kraju, w którym podobne temperatury notuje się w miesiącach letnich, ale i do sięgnięcia po książkę. I to książkę nie byle jaką.

Przedstawiam Wam „Wyspy Owcze z pierwszej ręki. Praktyczny przewodnik turystyczny” autorstwa Sabiny Poulsen oraz Sergiusza Pinkwarta.

Przede wszystkim parę informacji wstępnych. W momencie, w którym sami wybieraliśmy się na Faroje, recenzowany tu przewodnik jeszcze nie istniał. To znaczy być może istniał już  w głowach swoich autorów, ale absolutnie nie był dostępny na papierze. Zmuszeni więc byliśmy skorzystać z jedynego dostępnego na rynku przewodnika po Wyspach Owczych, który napisany był w języku przez nas zrozumiałym, czyli po angielsku. Przewodnik ten, wydawnictwa Bradt Travel Guides, obfitował w informacje dotyczące całego archipelagu, w szczególności flory i fauny, także pewne ciekawostki i porady praktyczne, ale jak się w toku naszych wojaży okazało, nie był ani kompletny, ani też w stu procentach zgodny z prawdą. Oczywiście, swoje zadanie spełnił, ale tak naprawdę książką, która towarzyszyła nam każdego dnia naszego pobytu na Wyspach, była pozycja Macieja Brencza „Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc”.

A tu szanowni Sabina Poulsen i Sergiusz Pinkwart, zupełnie się nie wstydząc, jakby naprawdę nie mogli się z tym pospieszyć, w rok po moim pobycie na Farojach popełnili pozycję, którą z chęcią za Owcze bym ze sobą zabrała. Ale cóż, postanowiłam wybaczyć ten brak dostosowania do mojego kalendarza i przeczytać ich przewodnik mimo to 😊 I było to dla mnie doświadczenie absolutnie zaskakujące, bo chyba nigdy jeszcze nie przeczytałam żadnego przewodnika turystycznego od deski do deski już po odwiedzeniu jakiegoś miejsca. Lektura sprawiła mi jednak wiele przyjemności, bo dzięki temu wróciłam wspomnieniami do zeszłorocznych wakacji, odkrywając, że nawet dysponuję podobnymi ujęciami do tych z przewodnika.

Hit czy kit?

Jakby to powiedzieć – jeżeli ktoś pisze przewodnik turystyczny po kraju, o którym w zasadzie nic pewnego wyczytać nie można, to musi to być hit. Jeżeli jeszcze robi to w sposób treściowo i wizualnie przystępny, a tak właśnie jest w tym przypadku, to mamy do czynienia z hitem do kwadratu. A że Wyspy Owcze z roku na rok wśród Polaków stają coraz bardziej popularną destynacją, wróżę Wyspom Owczym z pierwszej ręki duży sukces, który w zasadzie spowolniła tylko i wyłącznie paskudna pandemia.

O czym jest?

Chyba proste – przewodnik turystyczny po Wyspach Owczych, wulkanicznym archipelagu położonym na Atlantyku, autonomicznym terytorium leżącym w granicach terytorialnych Danii.

Czego się można z niej dowiedzieć?

Przewodnik, jak sam jego tytuł wskazuje, ma przede wszystkim praktyczny charakter. Oznacza to, że nie znajdziemy w nim obszernych opisów przyrodniczych, przedruków lokalnych legend ani rozbudowanych kalendariów. To znaczy znajdziemy i przyrodę, i nieco legend, i odrobinę historii, ale wszystko w niewielkich dawkach, które pozwolą nabrać pewnego punktu odniesienia każdemu turyście, a jednocześnie nie sprawią, że przewodnik urośnie do kilku kilogramowych rozmiarów, które trzeba będzie dźwigać w plecaku.

Co za to się w nim znajduje? Po pierwsze garść porad i informacji, które pozwolą się dobrze przygotować do przyjazdu. Wykaz dostępnych rodzajów aktywności, a nawet lista rzeczy, które trzeba ze sobą zabrać, żeby na miejscu nie czekało nas niemiłe zaskoczenie (zimno! Pada! A teraz świeci słońce! I owce na drodze! Jak przejechać przez ten tunel!). Oczywiście przewodnik ten, jak każdy normalny przewodnik, prowadzi nas po kolei przez wszystkie części Wysp Owczych i ich kluczowe atrakcje, znajdziemy w nim adresy najważniejszych miejsc, przydatne namiary na restauracje czy noclegi, a nawet dowiemy się, jakich spodziewać się na miejscu cen. Co szczególnie przydatne, przy opisach pieszych szlaków znajdują się informacje, które cechuje jaki stopień trudności, a nawet ostrzeżenia, by na niektóre z nich szczególnie uważać, a najlepiej nie zapuszczać się bez przewodnika (i nie mam na myśli książki w tym przypadku 😊 ). Dodatkowo Wyspy Owcze z pierwszej ręki są po prostu bardzo przyjemne wizualnie, opatrzone wieloma zdjęciami, w tym, jak mniemam, z prywatnych zbiorów autorów.

Dla kogo?

Idealny prezent dla każdego, kto wybiera się na Wyspy Owcze, i dla każdego, kto ani myśli. Tym pierwszym  się przyda, tych drugich przekona, by stali się pierwszymi 😉

Za co ją lubię?

Za liczne historie, a czasami tylko krótkie wtrącenia, z życia Sabiny Poulsen, współautorki. Historia o tradycyjnych zakupach przedświątecznych? Boska!

Czy książka ma wady?

Hmmm. Otóż, biorąc pod uwagę, że Sabinę Poulsen znam osobiście, i jako prawdziwej kobiecie rakiecie kibicuję jej każdemu przedsięwzięciu, mogłam nie być obiektywna. Ale znalazłam coś, co mi w recenzowanym przewodniku nie pasuje, a raczej coś, czego mi zabrakło. Otóż Za Chiny ludowe nie dowiedziałam się z niego, jak się dostać do tych cholernych ślicznych farerskich kościołków, które cudnie wychodzą na zdjęciach, i o których przeczytacie, że w tym to wisi taka łódź, a w tamtym, to taka (nic więcej o tych łodziach nie powiem, przeczytajcie przewodnik!). W czym problem? Ano w tym, że gdziekolwiek nie byliśmy, próbowaliśmy wejść do kościoła, zwłaszcza, że w większości przypadków faktycznie miało się w nim znajdować coś godnego uwagi. I w zasadzie nigdzie się nam to nie udało ☹ Kościółek albo był zabity na cztery spusty, albo miał na drzwiach przyklejoną kartkę, że będzie czynny wtedy a wtedy, i oczywiście nie był. I ja wiem, że przemawia przeze mnie siła przyzwyczajenia obywatela kraju katolickiego, dla którego zamknięte drzwi od kościoła to niemalże świętokradztwo, ale… po prostu ja tej kultury skandynawskiej nie ogarniam i chciałabym, żeby mi ją ktoś w przystępny sposób, taki dla Polaka, wyjaśnił. A że obydwoje autorzy przewodnika to osoby, dla których Skandynawia to drugi dom, prawdopodobnie niektóre takie dziwa traktują jako takie oczywistości, że nie przyszło im do głowy się nad nimi pochylać. Także… czekam na drugą edycję przewodnika z dodatkiem suplementu: „Wyspy Owcze dla opornych” 🙂

A na dowód powyższego zdjęcie przedstawiające próbę dojrzenia atrakcji farerskiego kościółka, o dziwo zamkniętego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *