Inspiracje,  Malta,  Podróże,  Recenzje

Gozo. Radosna siostra Malty. Recenzja okiem Lady is a tramp

Będę nudna i zacznę bez owijania w bawełnę – mam wszystkie wydane jak dotąd pozycje z serii „Podróż nieoczywista” Wielkiej Litery i jak do tej pory uważam, że wszystkie są warte przeczytania. Oczywiście różnią się między sobą nie tylko treścią (sic!), ale i podejściem do tematu, bo autorów mają różnych, i każdy z nich do swojego opisu wybranego miasta (miejsca) wybiera to, co jest akurat dla niego ważne. Stąd też niektóre z nich czytało mi się bardzo łatwo, inne nieco trudniej, ale powtórzę – zasadniczo można brać w ciemno. Choć oczywiście zapraszam do zapoznania się z recenzją, w końcu po coś ją piszę😉

Tym razem na tapetę wzięłam sobie „Gozo. Radosną siostrę Malty”. Autorem tej książki jest Piotr Ibrahim Kalwas, kolejna nieprzypadkowa postać na liście autorów serii. Jeżeli ktoś nazwiska nie kojarzy, to wystarczy wpisać je sobie w Google, rekordów wyskoczy aż nadto.

Na wstępie chciałam natomiast zwrócić uwagę na to, że ta pozycja wyróżnia się nieco na tle pozostałych z serii. I mam takie poczucie, że to właśnie z sprawą autora, choć oczywiście niewykluczone, że i wydawca miał taki pomysł na tę książkę. Przede wszystkim zauważcie, że w tytule akurat „Gozo. Radosna siostra Malty” nie ma pomysłowej metafory ani nie składa się z zabawnego oksymoronu. Tytuł tej książki w zasadzie mówi, jak jest, bo ta książka przepełniona jest radością i spokojem ducha, jakiego daje pobyt na Gozo. I, co istotne, chodzi właśnie o całą wyspę, nie jakieś konkretne miasteczko (co dla kogoś, kto przeczyta tę książkę, wielkim zaskoczeniem nie będzie). Ale, jak widać, opowieść o Gozo różni się nieco od pozostałych pozycji z serii „Podróże nieoczywiste”.

Hit czy kit?

Tak jak wspomniałam na wstępie – no hit. Warto przeczytać nie tylko, jeżeli wybieracie się na Gozo. Według mnie numero uno, jeżeli wybieracie się na Maltę, a nawet, jeżeli nie wybieracie się w tamte strony, to i tak hit i przeczytajcie.

Cała książka usiana jest ciekawostkami o maltańskiej obyczajowości i lokalnych zwyczajach
Cała książka usiana jest ciekawostkami o maltańskiej obyczajowości i lokalnych zwyczajach

O czym jest?

Jak sama nazwa wskazuje, o Gozo. Ale przede wszystkim o Gozo widzianym oczyma autora, dla którego wyspa stała się nową ojczyzną. Piotr Ibrahim Kalwas zabiera nas w siedem alternatywnych spacerów po Gozo, choć powinnam raczej powiedzieć – siedem alternatywnych całodniowych wypraw po Gozo, ponieważ jego propozycje nie są zwykle krótsze niż kilkanaście kilometrów wędrówki po wyspie i jej miasteczkach, a – biorąc pod uwagę, że archipelag maltański odwiedzamy zwykle w sezonie wakacyjnym, kiedy temperatura w moim odczuciu jest całkiem bliska piekielnej, to dla mnie taki spacer byłby naprawdę wyzwaniem. Które bez wahania bym podjęła 😉 (pamiętając, że po Gozo, podobnie jak po Malcie, jeżdżą autobusy, i zwykle prędzej czy później będzie można ratować się podwózką). Oczywiście w grę nie wchodzą spacery wieczorne (chyba że mówimy o wieczornych powrotach z całodziennej eskapady), ponieważ nieodłącznym elementem każdego spaceru są… przystanki w uroczych knajpkach, piekarniach albo pastizzeriach. W zasadzie można powiedzieć, że opowieść Piotra Ibrahima Kalwasa to jeden ogromny hymn pochwalny na cześć slow life’u. Jeżeli oczekujecie ekscytujących przygód, to nie jest ta książka. Gozo Piotra Ibrahima Kalwasa to idylliczna kraina z zachwycającą przyrodą, w której maleńkie senne miasteczka wypełnione są pysznym jedzeniem i fantastycznym winem. Na dokładkę autor dzieli się swoimi ulubionymi przepisami na potrawy rdzennie gozytańskie lub też wariacje na ich temat. Zmęczeni życiem w korporacji? Zwłaszcza w korporacji z epoki covidowej? Widzę tylko jedno rozwiązanie. Przeczytajcie „Gozo. Radosną siostrę Malty”, a kiedy się zachwycicie bez reszty, bukujcie samolot.

Czego się można z niej dowiedzieć?

Oczywiście przede wszystkim dzięki „Gozo. Radosnej siostrze Malty” można poznać z pespektywy zaprawionego w bojach piechura gozytańskie (po źródłosłów odsyłam do książki) widoki i typowe dla wyspy smaki. Ale, co dla mnie było najciekawsze, autor w absolutnie nienachalny sposób, niejako mimochodem, wplata w swoją opowieść elementy maltańskiej historii, tradycji i obyczajów, co jest nie tylko interesujące, ale pozwoliło mi o wiele lepiej zrozumieć maltańską kulturę i mentalność, która po pierwszej naszej wizycie na Malcie stanowiła dla mnie w dalszym ciągu niewiadomą. Niestety wiedza zaczerpnięta z przewodnika (skądinąd mojej ulubionej serii) pozwoliła mi tylko spodziewać się włoskoangielskiej mieszanki, mocno doprawionej arabskością. To było trochę za mało.

Ponadto autor dzieli się namiarami nie tylko na fantastyczne miejsca do zjedzenia, ale też na najbardziej polecane miejsca do spania (o ile nie skusimy się na najlepszą według niego opcję, czyli wynajęcie mieszkania z własną kuchnią 😊 ).

Lubicie jeść? To jest książka dla Was!

Dla kogo?

Dla każdej osoby ciekawej świata. Ponadto pozycja obowiązkowa dla osób wybierających się na archipelag maltański, nawet, gdyby miały nie trafić na Gozo. I dla wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji na kolejną śródziemnomorską podróż.

Za co ją lubię?

Dwie rzeczy. Bardzo przystępne przedstawienie maltańskiej historii i adresy knajpek wszelkiego rodzaju i wszelkiej maści. Kolejność przypadkowa.

Czy książka ma wady?

Jak dla mnie autor trochę po macoszemu potraktował lokalną architekturę i w ogóle zdobycze kultury materialnej. To znaczy wspomina o nich, oczywiście, za każdym razem, kiedy na trasie spaceru pojawia się jakiś kościół czy inna budowla (jednak najczęściej kościół), ale miałam wrażenie, że niejako „prześlizguje się” po nich, snując opowieści o wyspie. Czasem wydawało mi się to wręcz zabawne, kiedy autor dodawał po 2 zdaniach opisu, że on by dane miejsce zwiedził, bo lubi zwiedzać kościoły. Również rozśmieszyło mnie, kiedy w książce pojawiła się opinia, że 30 euro za danie w jakiejś restauracji to za drogo i dlatego nasz przewodnik nigdy tam nie jadł, podczas gdy parę rozdziałów dalej polecił inną restaurację, w której, jeżeli dobrze pójdzie, uda się zjeść obrad dla dwóch osób już za 50 euro (co wynosi tylko 5 euro mniej za osobę niż w tej super drogiej restauracji). Ale nieważne. To nie są w zasadzie wady, a raczej drobne ryski na cudownym obrazie radosnej siostry Malty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *